• Kultura, głupcze!

    The Hurt Locker: Jak jesteś w Iraku, to w zasadzie jesteś trupem


    The Hurt Locker. W pułapce wojny
    RECENZJA

    Mówi się o różnych rodzajach uzależnień – od narkotyków, alkoholu, pracy, komputera. Sierżant William James – grany przez Jeremy'ego Rennera główny bohater filmu "The Hurt Locker" jest uzależniony od napięcia i stresu. Uczestniczy w "wycieczkach" organizowanych przez amerykańską armię do krajów, w których coś się dzieje – trwa wojna lub jest już po niej, ale wciąż stacjonują tam wojska USA.

    Sierżanta Jamesa poznajemy w momencie, gdy przylatuje do Iraku, aby zastąpić w oddziale saperskim człowieka, który zginął podczas rozbrajania bomby. Od początku widać, że sierżant jest osobliwym przypadkiem – słucha głośnej muzyki, jest wyluzowany, za nic sobie ma niebezpieczeństwo, które grozi mu w stolicy Iraku – w przeciwieństwie do innych stacjonujących tam żołnierzy. Co najciekawsze, podczas wykonywania akcji jest tak samo nonszalancki i – można by rzec – lekkomyślny. Sprawia wrażenie, jakby nie liczył się ze śmiercią, jakby obojętne mu było, czy przeżyje jeszcze 20 lat, czy 15 minut. Jego sposób bycia prowadzi do wielu konfliktów z partnerami, z którymi przyszło mu pracować – sierżantem JT Sanbornem (Anthony Mackie) i Owenem Eldridgem (Brian Geraghty), ponieważ swoją beztroską naraża także ich życie. Mały oddział saperów, w skład którego wchodzi wymienionych trzech bohaterów jeździ po Bagdadzie starając się rozbroić bomby, o których lokalizacji dostał sygnał. JT Sanbodn i Owen Eldridg osłaniają wykonującego "brudną robotę" Williama Jamesa. 


    Podczas seansu widz zastanawia się, czy akcje, które wykonuje główny bohater są w ogóle możliwe i czy nie skończyłyby się śmiercią w pół sekundy po ich wykonaniu. Renner ma naprawdę bardzo specyficzny, a przy tym atrakcyjny dla widza sposób pracy – zastanawiające jednak jest to, czy to nie jest tylko wymysł reżyser filmu – Kathryn Bigelow.

    Wspomnę tu chociażby o scenie, gdy lider oddziału kontraktorów (najemników otrzymujących za jeden dzień "pracy" nawet kilka tysięcy dolarów) celuje z karabinu snajperskiego do ukrywających się Talibów i nie może w nich trafić, w związku z czym niedługo ginie, a karabin przejmuje saper, który kilkoma precyzyjnymi strzałami rozprawia się z wrogami.

    Obraz opowiada o przystosowaniu do trudnych warunków życia – James był na misji w Afganistanie, w Iraku. Gdy wraca do domu jest rozdrażniony, nie czuje się tam dobrze, brakuje mu stałego napięcia, które towarzyszy mu wtedy, gdy jest na misjach wojskowych. Mimo tego, że w domu czeka na niego żona (Evangeline Lilly znana z serialu „Zagubieni”) i małe dziecko, James nie potrafi się oprzeć służbie w wojsku i towarzyszącemu temu niebezpieczeństwu.
    Ciekawy na pewno jest fakt, iż nie mamy tu do czynienia ze spektakularnymi bitwami rodem z "Szeregowca Ryana" – kamera skupia się na losie trzech członków oddziału saperskiego wykonujących swoją pracę. Czy widz uzna to za zaletę, czy wadę – jego sprawa. Dzięki temu zabiegowi reżyser mogła skupić się bardziej na psychologii pojedynczych żołnierzy – chociaż ten motyw mógł zostać zdecydowanie lepiej rozwinięty. Ujęcia często przywodzą na myśl filmy dokumentalne – kamera jest rozchwiana, często widać charakterystyczne rozmycie przy zbliżeniach na twarz żołnierzy. Kathryn Bigelow opowiada historię o wojnie w niemal dokumentalny sposób, wyzbywając się efekciarstwa.

    Aktorzy nie wyróżniają się niczym szczególnym – grający główną rolę Jeremy Renner praktycznie przez cały czas ma tę samą minę, podobnie sprawa ma się z jego dwoma kompanami granymi przez Anthony'ego Mackie i Briana Geraghty. Warto zauważyć, że na ekranie na kilka minut pojawia się również Ralph Fiennes, w postaci dowódcy oddziału kontraktorów, który jednak nie miał do zaprezentowania zbyt wiele swoich umiejętności. Przez ekran przewijają się również Guy Pearce i David Morse, który mundur na potrzeby filmów ubiera chyba równie często, jak garnitur na eleganckie przyjęcia.

    Obraz Kathryn Bigelow zebrał mnóstwo nominacji i nagród. (między innymi 6 Oscarów - w tym dla najlepszego filmu) Zastanawiam się – dlaczego? Film jest niezły, ale moim zdaniem naprawdę nie wyróżnia się na tyle, aby być nagrodzony Złotym Globem, czy Oscarem w kategorii "najlepszy film". Reżyseria rzeczywiście zasługuje na uznanie, ale "The Hurt Locker" nie jest aż tak wartościowym obrazem, aby zdobywać najwyższe nagrody. Momentami się dłuży, nie zachwyca niczym, czego wcześniej byśmy nie widzieli. Mam wrażenie, że więcej mówi się o poziomie tego filmu ("bombastyczny"?), niż jest on tego wart. Jest to po prostu sprawnie zrealizowany, prezentujący niezły poziom obraz. 

    Koniec i bomba, kto czytał ten trąba.



    recenzję możesz znaleźć również pod adresem: http://www.filmweb.pl/user/blek/reviews/Jak+jeste%C5%9B+w+Iraku%2C+to+w+zasadzie+jeste%C5%9B+trupem-9253

    0 komentarze :

    Prześlij komentarz