• Kultura, głupcze!

    Hobbit: Na miejsca, kurduple, start!


    Hobbit: Niezwykła podróż (2D, 24fps)
    RECENZJA

    W pewnej norze ziemnej mieszkał sobie pewien hobbit. A hobbitem być, to wcale nie taka prosta sprawa – wszyscy patrzą na was z góry, na dodatek cwaniacki, wysoki czarodziej w spiczastej czapce organizuje u was, bez waszej wiedzy, domówkę. (wiecie jak to jest – chcecie sobie w spokoju zjeść rybkę, a tu na chatę zwala wam się banda krasnoludów) A gdy w trakcie biby słychać groźne, donośne walenie do drzwi, a przez głowę przelatuje myśl, że to elficka policja z mandatem za zakłócanie ciszy nocnej, okazuje się że to Thorin Dębowa Tarcza – zamulacz, który psuje całą imprezę.

    No i nasz nieszczęsny hobbit, Bilbem zwany, zostaje zrekrutowany do wielkiej wyprawy. Przygody właściwie. Status: oficjalny włamywacz.




    Nasz Bilbo jest jedynym ogolonym członkiem wyprawy. A jak wiadomo na przykład z polityki, niscy liderzy często są nieufni i mają problemy z przyjęciem do swojej grupy i zaakceptowaniem kogoś, kto różni się od nich poglądami albo wyglądem, więc Thorin Groźna Mina odnosi się do hobbita z dystansem, nie wierząc w jego przydatność. Nie to, co pozostali – to wesoła gromadka bekających, prostych, ale i odważnych osobników. Jest jednak wśród nich Fili i Kili – postacie zbyt przystojne, aby być krasnoludami. Na dodatek Kili potrafi strzelać z łuku, co spowodowało u mnie podejrzenia, że to zakamuflowana opcja ludzka, lub, co gorsza, niskoelficka.


    No i mają czarodzieja, który w sytuacjach zagrożenia pojawia się jak deus ex machina i rozwiązuje problem. Wiecie jak to jest – gracie sobie w RPG krasnoludzkim wojownikiem i macie kolegę-czarodzieja, który expi dniami i nocami, awansuje na kolejne levele i swoją laską oszałamia wrogów (hmm...), albo rzuca w nich fireballami. Przydatny kompan.

    A sam Bilbo? Nie sposób go nie polubić. Dowcipny, trochę fajtłapowaty, ale jednocześnie bardzo przejęty tym, aby pomóc swoim nowym towarzyszom. A Thorin, mający przez cały film ciągle Jedną Dumną I Groźną Minę, odnosił się do niego z dystansem zapewne dlatego, że Bilbo wachlarz mimicznych emocji ma dużo bardziej rozbudowany.

    Właściwie od początku czujemy, że to nie będzie zwykła wyprawa. To będzie wielka przygoda, którą Bilbo zapewne z lubością, będzie kiedyś opowiadał innemu hobbitowi, członkowi swojej rodziny. Nazwijmy go, zupełnie przypadkowo, Frodo. W zmierzeniu się z prawie trzema godzinami początku wyprawy pomaga, obecny niemal na każdym kroku, komizm.


    Właśnie – bo „Hobbit: Niezwykła podróż” to dobre, przygodowe kino familijne z elementami humoru. Odpowiednio zbalansowane zostały fragmenty wolniejsze i szybsze. Mamy więc powolny początek, w którym poznajemy krasnoludy, mamy całkiem sporo elementów akcji (grupa ciągle przed kimś ucieka – a to przed orkami, a to z Kamiennych Gigantów, a to walczy z trollami), mamy też spotkanie przy nie do końca okrągłym stole ze starymi, dobrymi znajomymi – Galadrielą (jedyna kobieta w całym filmie?!), Elrondem, Gandalfem i Sarumanem (ciekawe, jak długo Peter Jackson musiał przepraszać Christophera Lee za wycięcie w „Powrocie Króla” wszystkich scen z jego udziałem, że Lee ponownie wcielił się w czarodzieja). Wspomnieć trzeba także o Gollumie, którego sceny należą do zdecydowanie najciekawszych w całym filmie!

    Nie byłby to film tak udany, gdyby nie fakt, że do swoich postaci powracają ci aktorzy, których pamiętamy z „Władcy Pierścieni”. Elrondem jest znów Hugo Weaving, Gandalfem sir Ian McKellen, Sarumanem sir Christopher Lee, Galadrielą Cate Blanchette, Frodem Elijah Wood. Fani „Władcy Pierścieni” na pewno z nostalgią przeżyli spotkanie tych samych aktorów w tych samych rolach, po dziewięciu latach.


    Jackson znów dobrze opowiada Tolkiena. Ewidentnie ma „gawędziarskie” zacięcie i potrafi odpowiednio snuć historię na ekranie. Mówiłem już o dobrym zbalansowaniu scen akcji i dialogów. Za Śródziemie znów rewelacyjnie służy Nowa Zelandia, która wygląda tak, że chciałoby się tam polecieć i pochodzić po tej najbardziej zielonej z traw – Jackson lubuje się w szerokich ujęciach pokazujących panoramę tego niezwykłego kraju. Historia wciąga, ale mam wrażenie, że trochę można by tę pierwszą część przyciąć. (choć właściwie nie wiem, co dokładnie sam bym z tego filmu wyciął, ale niektóre sceny wydają się trochę na siłę przedłużone)


    Co tu więcej dodawać? Fani „Władcy Pierścieni” na pewno już dawno seans „Hobbita” mają za sobą, ocenili go wysoko, dodali do listy ulubionych filmów i już obmyślają sposób na zapadnięcie w roczny sen, aby obudzić się w grudniu 2013. roku w sali kinowej, na drugiej części przygód Bilbo Bagginsa i spółki. A cała reszta? Cała reszta musi pójść do kina i sama się przekonać, czy tego typu rozrywka im odpowiada. Ja, choć wielkim fanem „Władcy Pierścieni” nie jestem, z kina wyszedłem zadowolony. „Hobbit: Niezwykła Podróż” to doskonale zrealizowane kino z pięknymi ujęciami, wciągającą historią, doskonale zagraną przez Martina Freemana główną rolą. To bardzo dobry film, choć arcydziełem bym go nie nazwał (momentami się dłuży). Dodatkowym plusem była dla mnie grupa krasnoludów – zawsze darzyłem sympatią tych brzydkich, brodatych, niskich facetów, żłopiących piwo, kujących miecze i pracujących pod ziemią. Są o wiele ciekawsi, niż zadzierające nosa (i uszy) elfy. 




    zdjęcia: http://www.filmweb.com , http://www.tumblr.com , http://www.telegraph.co.uk , http://www.forbes.com , http://www.movieline.com

    11 komentarze :

    1. Bardzo optymistyczna recenzje, napisana z humorem :) Mi się "Hobbit" również podobał, nie jest to jednak arcydzieło. Mam zastrzeżenia, co do scenariusz, trochę za bardzo skomplikowany. Przez to cła historia traci nieco urok. Rzeczywiście sceny z Gollumem najlepsze, a Freeman bardzo sympatyczny jako hobbit :D

      OdpowiedzUsuń
    2. Bardzo fajna i ciekawa recenzja ale od siebie jako artysty musze dodać że ostatnia scena gdzie krasnoludy zostały zapędzone na drzewo nad przepaścią i ten Thorin wyłaniający sie z płomieni + cała scenerai wokół były olśniewające!

      OdpowiedzUsuń
    3. Zgadzam się z tym na początku, Fili i Kili naprawdę przystojni :D No a Kili mój ulubieniec, bo raz b. ładny to jeszcze jako jeden z niewielu przedstawionych krasnoludów, który strzela z łuku :*

      OdpowiedzUsuń
    4. Cóż. Recenzja udowadnia przede wszystkim że film może być postrzegany różnie.
      Jak podkreślono jest to dobre kino familijne i to chyba najlepsze określenie, bo dla fana Tolkiena film się po prostu nie nadaje. Zrobiono z niego bajkę dla dzieci, i film generalnie do pięt nie dorasta 'Władcy Pierścini' i jest ciężkim dowcipem ze strony reżysera, po tak długim czasie oczekiwania.
      Cóż. Jeśli jest ktoś zainteresowany troszkę innym spojrzeniem na tę sprawę, zapraszam na mojego bloga:
      http://morzestudow.wordpress.com/2013/01/01/bylem-na-hobbicie-z-dubbingiem/

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. "Zrobiono z niego bajkę dla dzieci, i film generalnie do pięt nie dorasta 'Władcy Pierścini'..."


        Właśnie tak miało być. Nie chcę nikomu przypominać, że "Hobbit" J. R. R. Tolkiena został napisany dla jego dzieci w latach 20-tych. Wydawnictwa długo go namawiały żeby opublikował swoją książkę. Nie możesz porównywać "Hobbita" do LotR'a bo jedno i drugie było przeznaczone dla jego pociech. "Tam i z powrotem" napisał gdy byli młodsi, zaś "Władcę Pierścieni" wydał gdy nieco podrośli. Tolkien był dumny z tego, że jego książki się sprzedają i są chętnie czytane, ale na pierwszym miejscu zawsze były jego dzieciaki. Według mnie za ciężko oceniłeś film w ogóle nie znając historii jego dzieł.

        Usuń
      2. "Jak podkreślono jest to dobre kino familijne i to chyba najlepsze określenie, bo dla fana Tolkiena film się po prostu nie nadaje"

        A gdzież tam. Byłam na tym filmie i z zapalonymi tolkienistami i z fanami umiarkowanymi i wyglądali na bardzo uszczęśliwionych, nie tylko samym filmem jak i uwzględnieniem motywów fabuły "Hobbita" dotyczących, ale pochodzących z późniejszych książek.

        Usuń
    5. ja tam dziękuję za obecność Killiego, zrekompensowało mi to jakkolwiek brak Legolasa.
      Film w porządku, ale mało fabularny, głównie sceny akcji. I zagadka: jak nakręcili całą trylogię w trzech częściach mieszcząc się w dwóch godzinach razy każda część, a 200stustronnicowego Hobbita trzeba było rozbić na trzy kawałki razy trzy godziny - hmmm?

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. też się zastanawiałem - http://www.kurtula.blogspot.com/2012/08/my-preciou.html

        Usuń
    6. Anonimowy2/1/13 18:22

      A co to; strzelanie z łuku zakazana umiejętność do k#$wy nędzy? Albo umiejętność rasowa? To nie jest gra RPG żeby tylko elfa z łukiem uświadczyć, bo "tak wypada". Polecam zajrzeć do książki, to się dowiecie, że łuki mieli i to nie jeden (używane choćby w Mrocznej Puszczy czy Samotnej Górze.
      Kili i Fili są przedstawieni w ten sposób, bo i Thorin jest tak przedstawiony, poza tym są najmłodsi spośród krasnoludów w kompanii. To są jego (o ile pamiętam) siostrzeńcy i reżyser podkreślił szlachetniejszy rodowód tej trójki milszą dla oka aparycją.

      OdpowiedzUsuń