• Kultura, głupcze!

    Last Vegas: Największy kac od 30 lat


    Last Vegas
    RECENZJA

    "Pierwsze 70 lat życia mija jak z bicza strzelił."
    Dwaj zgryźliwi tetrycy

    Gdyby kogoś spytać o opinię na temat „Last Vegas”, powiedziałby „aaa, chodzi o „Kac Vegas”, tylko że z dziadkami, tak?”. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że „Last Vegas” to takie „Kac Vegas”, tylko że z dziadkami. 

    Przyznam, że oczekiwałem typowego przeciętniaka, na którego idzie się tylko i wyłącznie dla obsady. Tymczasem okazuje się, że „Last Vegas” to film z niewymuszonym humorem, wręcz idealny na wieczór lub popołudnie. 


    Pewnie można by powiedzieć, że to zrzyna z wspomnianego już „Kac Vegas”, gdyby nie fakt, że to historia czwórki chłopaków starszych od ekipy Bradley’a Coopera o jakieś... 40 lat. Panowie są już po siedemdziesiątce, mają problemy z prostatą, kondycją, kolanami, marudzeniem – wszystkim. Gdy okazuje się, że jeden z nich żeni się z 32 latką, panowie przeżywają drugą młodość i bawią się najlepiej od 25 lat.

    „Last Vegas” to film zgrabnie posklejany ze śmiesznych scen. Co chyba najważniejsze – jest to humor niewymuszony, nie ma tu nic na siłę, nie znajdziemy tu żartów, po których pomyślimy „aaaa, śmieszne…”. Na seansie sala co rusz wybuchała śmiechem. Jednak to, co mi się podobało, to fakt, że Robert De Niro, Michael Douglas, Morgan Freeman i Kevin Kline musieli doskonale bawić się na planie. Nie widzę innej możliwości – gdyby tak nie było, film mógłby być o połowę gorszy. A tak? Doświadczeni aktorzy płyną sobie swobodnie przez ekran, samemu znakomicie się bawiąc i dzięki temu zabawiając też widzów – i o to chodzi!

    Film momentami traci tempo, bo jak w każdej tego typu komedii, pojawiają się wątki moralizatorskie i każdy z bohaterów odkrywa, czego tak naprawdę chce i co jest prawdziwą wartością. Cóż, trzeba to przeżyć i czekać na kolejne gagi, które nie są może specjalnie odkrywcze i wyszukane, ale potrafią porządnie rozbawić. Dla „wielbicieli” humoru toaletowego rodem z filmów Adama Sandlera, czy „American Pie” – na szczęście niczego takiego tu nie ma.

    Ten film ma wszystko to, czego po nim oczekujecie – znakomitą obsadę, która wręcz bawi się na planie i wypada bardzo naturalnie, ładne, skąpo ubrane dziewczyny, dobrą muzykę, długie sceny imprezowania, Las Vegas, niewymuszony humor. Jeśli więc oczekujecie niezmuszającego Was do myślenia obrazu na lekkie popołudnie – „Last Vegas” będzie znakomitym wyborem. 




    zdjęcie: http://www.filmweb.pl

    6 komentarze :

    1. Film zbiera kiepskie noty. Na moim ulubionym metascore też cieniutko. Ja jednak (nie tylko ze względu na powyższą recenzję :), i tak obejrzę. Taka obsada ? To trzeba zobaczyć (skądinąd mały budżet, 28mln żeby podzielić na taką obsadę i film).

      OdpowiedzUsuń
    2. Tak krótki tekst, a trzy razy używasz zwrotu "niewyszukany humor". Merytorycznie też szału nie ma. Pracuj nad sobą dalej.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. użyłem też wielu przecinków - przepraszam :(

        Usuń
      2. prosze o pomoc, jezeli ktos wie skad jest marynarka Morgana Freemana ( ta w bialo brazowo niebieskie latki) to prosze odpiszcie:)

        Usuń
    3. wie ktoś co to za piosenka jest na końcu filmu ? :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Anonimowy25/1/14 18:09

        Earth Wind & Fire - "September" (http://www.youtube.com/watch?v=Gs069dndIYk)

        Usuń